Moje wspomnienia

Gdy odchodzi bliska osoba, zmienia się nasze życie. Niektórzy szybko godzą się ze stratą, inni równie szybko zapominają, są też osoby które długo cierpią lub nie mogą odnaleźć się w nowej rzeczywistości, każdy przeżywa śmierć na swój sposób - ile osób, tyle różnych historii, wiele z nich jakby podobnych, znanych, ale tak naprawdę każda jest inna, bo każdy z nas jest przecież inny.

Gdy odchodzi bliska osoba, zmienia się nasze życie. Niektórzy szybko godzą się ze stratą, inni równie szybko zapominają, są też osoby które długo cierpią lub nie mogą odnaleźć się w nowej rzeczywistości, każdy przeżywa śmierć na swój sposób - ile osób, tyle różnych historii, wiele z nich jakby podobnych, znanych, ale tak naprawdę każda jest inna, bo każdy z nas jest przecież inny. Ta opowieść to wspomnienia naszej współpracownicy, dotyczące jej zmarłego taty. Jeśli chcielibyście podzielić się z innymi swoją historią lub przemyśleniami, to czekamy na Wasze maile.


"Mój Tata zmarł. To już 3 lata odkąd go nie ma. To dużo na tyle by żyć normalnie, jednak pamięć po tym dniu trwa w świadomości, jakby stało się to wczoraj... 

Nie do końca ten czas jest dla mnie przejrzysty. Wiele rzeczy wtedy robisz automatycznie, jak robot, nie pamiętając później, dlaczego pewne sprawy toczyły się tak a nie inaczej. 

Po walce z ciężką chorobą tata umiera, jak dla mnie w zbyt młodym wieku, ale wydaje mi się, że dla bliskich umierającego zawsze jest za wcześnie. Umiera z dala od domu, w ośrodku rehabilitacyjnym, co dodatkowo wpływa źle na pierwsze myśli po stracie. Dostajesz wiadomość, szok, ból, płacz i krzyk. Potem wyrzuty sumienia, że nie można było się pożegnać, dotknąć jeszcze świadomego, przytulić. 

Pamiętam z tamtego okresu, że niewiele wtedy było kontaktu z Tatą, raz przez wyniszczającą chorobę, a dwa przez jego pobyt w ośrodku, ponieważ ja musiałam studiować w innym mieście. Tata umierając nie szeptał mi jak bardzo mnie kocha i jak bardzo jest ze mnie dumny, nie powiedział, że zawsze będzie przy mnie. Może nie zdążył, może ja nie byłam przy w nim w ostatnich chwilach, może przez chorobę nie myślał racjonalnie, albo myślał tylko o przetrwaniu,  a może po prostu w życiu nie bywa jak w filmach... 

Pamiętam, że te myśli bardzo długo po jego śmierci zaprzątały mi głowę.

Jestem jedynaczką, od najmłodszych lat pamiętam, że zdecydowanie lepszy kontakt miałam z Tatą. Słuchaliśmy tej samej muzyki, jeździliśmy wspólnie na koncerty, graliśmy w tenisa, jeździliśmy na nartach. Wszystkie rzeczy które wspólnie robi się w rodzinie, mnie w głównej mierze łączyły z tatą. Mama zawsze wspólnie z nami brała w tym udział, ale to głównie ja i Tata wszystko razem planowaliśmy. Tata był moim przyjacielem, byłam z niego dumna, nawet w okresie buntu i dorastania, tym trudniej było mi się pogodzić z jego śmiercią.

Tata był najważniejszym mężczyzną w moim życiu. Myślę, że to jego osoba w głównej mierze ukształtowała mój charakter, podejście do życia i własnej osoby.

Po jego śmierci nie mogłam się odnaleźć, czułam samotność, brak wsparcia. Mimo, że mama starała się jak mogła, mnie dotkliwie brakowało porad Taty i naszych codziennych rozmów przez telefon. 

Chwilę przed jego chorobą postanowiłam rzucić studia, kierunek który był jego wymarzonym i który mi doradzał. Dostałam się w tym czasie na inne studia, te wymarzone przez siebie. Nie wiedziałam co zrobić, nie chciałam go zawieźć, jednak sądziłam, że dwa kierunki to dla mnie będzie męka. Decyzja, którą musiałam podjąć odnośnie studiów, zbiegła się z początkiem wyniszczającej choroby. I to właśnie wtedy zaczęła następować we mnie emocjonalna zmiana.

Czułam, że jego śmierć może nadjeść, chociaż finalnie kompletnie nie byłam na to gotowa. Kiedy czułam, że Tata przestaje być silnym mężczyzną, który wspiera swoją córkę w trudnych decyzjach i kiedy zrozumiałam, że jego wsparcia już mogę nigdy nie dostać, zdałam sobie sprawę, że jedyne co po nim mi pozostanie to siła, którą miał gdy był zdrowy.

Podjęłam decyzję, o studiowaniu dwóch kierunków jednocześnie, a jego słowa, że jest ze mnie dumny, były ostatnimi jakie wypowiedział będąc w pełni świadomym.

Gdyby nie decyzja, o ciężkiej pracy na studiach o przewartościowaniu życia, nigdy nie odkryłabym tych cech charakteru, które po nim odziedziczyłam. 

Po śmierci Taty, zamiast się załamać, szybko wróciłam do nauki i obowiązków. Codziennie uczyłam się wiele godzin, a wieczorami zamiast spać, płakałam. 

Jednak z każdym dniem czas poświęcony na płacz zmniejszał się. Chociaż doskonale czułam codziennie w każdej części ciała ból po stracie Taty i miałam przed oczami moment, kiedy dowiedziałam się o jego śmierci wiedziałam, że muszę znaleźć sposób na tęsknotę. 

Postanowiłam tak postępować w życiu, w sprawach codziennych, ważnych mniej ważnych, żebym mogła w sobie odkryć i wcielać w życie najlepsze cechy charakteru mojego Taty, za którymi tęskniłam. 

Chociaż mija trzy lata od  śmierci Taty i wielu rzeczy z ostatnich miesięcy jego życia nie pamiętam zbyt dobrze,  w wyniku stresu i z przygnębienia, to nie zadręczam się tym już. 

Pamiętam te najważniejsze cechy charakteru i przekonania Taty, którymi przez 20 lat mnie obdarowywał. Będę je wprowadzać w życie i zgodnie z nimi żyć, a to sprawi, że Tata będzie wiecznie żywy w pamięci mojej i moich bliskich."

P.


Komentarze (0)

Dodaj komentarz


Maksymalnie 500 znaków





Kod




Nie ma jeszcze komentarzy
W tym dziale znajdują się różne teksty, publikacje, przemyślenia, rozważania, które mogą Cię zainteresować. Są one związane z różnymi sprawami, nie tylko ze śmiercią i żałobą. Wszystkie teksty możesz komentować.

Zobacz również